Aby spełniły się takie życzenia potrzebne są nam mocne, stabilne podwaliny naszej egzystencji.

„Korzenie” każdej rodziny różnią się między sobą wieloma czynnikami. W jednej kultywuje się tradycje, w innej nowatorskie podejście(to tylko pewien szkic J). Wzrastanie w takich środowiskach kształtuje nas i przyznaje swoisty identyfikator w naszej osobowości. Po jakimś czasie, niektórzy z nas odwrócą się plecami do owych „korzeni”, uznając je za mało przydatne. Inni pozostaną wierni „rdzeniowi” danej familii. Od owych wyborów wiele zależy. Możemy nawet zadać sobie pytanie, czy jesteśmy jednostkami „dookreślonymi” , czy stale stwarzamy własne „ja”?

Kolejnym wyznacznikiem w naszej egzystencji, wynikającym z „rodzinnych korzeni” jest  samoocena. Buduje ją z jednej strony poczucie  kompetencji( doświadczenie wynikające z powodzeń i niepowodzeń) oraz to, czy jesteśmy, a właściwie byliśmy lubiani/kochani przez naszych rodziców. Wypadkowa tych wskaźników daje nam wysoką lub niską samoocenę. Czasami jednak miotamy się w osądzie, zarzucając sobie zbyt wiele cech negatywnych( przez co pogarsza się nasza jakość życia) albo umniejszając sobie( „nie jestem takim dobrym pracownikiem”), nie uwzględniając prawd oczywistych (np. to pierwsza praca na tym stanowisku).

Do tego wszystkiego dochodzą relacje międzyludzkie- najtrudniejszy eksperyment naszego bytowania. Wydaje mi się, że właśnie tu najbardziej potrzebne byłyby zasady (te zbudowane na solidnych fundamentach), które uchronią nas przed feralnymi wyborami. W zasadach zawiera się głęboki sens każdej zależności. Więzi warte podtrzymania i pielęgnowania nie muszą obawiać się sankcji, wynikających z głoszenia niepopularnych opinii. Z kolei inne -te niegodne, niewarte są dostosowywania się.

Dręczą nas jednak dylematy, wynikające z przynależności, które zaciemniają obraz decyzji. Gmatwają naszą wiedzę i przekonania. Ulegamy, staramy się zrozumieć, a w konsekwencji …rezygnujemy  z siebie. Niełatwo jest wytrwać, ale tylko wtedy pozostajemy w szacunku do swojej osoby. Zacznijmy zatem pracę od Nowego Roku: nauczmy się zapominać o cudzych obietnicach, kwestionujmy zło, nie bójmy się wypowiadać zasad, które dla innych są mało popularne.  Żyjmy w zgodzie ze sobą- tylko to naprawdę się opłacaJ.

 

Trzech studentów opowiada sobie o wrażeniach z Sylwestra. 
- Ja chłopaki byłem na Majorce – mówi pierwszy – jaki wypas! Plaża, drinki, dziewczyny w bikini…
- A ja byłem w Alpach – mówi drugi – śnieg po pas, narty, a jakie panienki…mmmm
- No stary a ty gdzie byłeś? – pytają milczącego dotąd trzeciego żaka.
- Chłopaki ja byłem w tym samym pokoju, co wy ale ja nie paliłem tego świństwa…”

 


http://sylwester.dowcipy.pl/
sylwester2018-hotel-elita-iwonicz-zdroj